Szkoła. Znów ta pieprzona, cholerna szkoła. Idę do szkoły. Do tej cholernej szkoły, gdzie według nie których jestem ofiarą losu.
To miejsce przypomina mi, że życie chce mi dokopać do końca. Do końca szkoły będę tylko taka dla innych jak w opiniach innych. Czyli w skrócie. Odludkiem. Samobojczynią. Brzydulą. Dziwną istotą. Nie obchodzi mnie ich opinia, ale boli mnie to strasznie. W końcu opinia się liczy dla każdego. Dlatego nikt mnie nie "trawi". Sama siedzę na przerwach i na lekcjach. Cały czas przesiaduje w domu. Jedyne co robię w domu to czytam książki lub robię to co dla mnie dobre. Dla innych to zwykłe problemy. Lecz pomaga mi jedno. Dla mnie to ulga. Wielka ulga. Gdy nie wytrzymuje w szkole tych uśmieszków. Nie wytrzymuje. Idę wtedy do łazienki i zamykam drzwi. Otwieram torbę poszukując tego czego potrzebuje. Z łzami w oczach dotykam skóry. Mały strumień krwi leci po mojej ręce. Czuje ulgę wielką. Od lat tak się nie czułam. Zamykam oczy. To niezwykłe, że tak mała rzecz może sprawiać taką radość.
Już kilka metrów dzieli mnie od ich cholernych spojrzeń. Jakoś wytrzymam. W torbie mam co mi pomoże. Ok. Dam radę. Codziennie musie nimi wytrzymywać. Jeszcze trzy lata. Trzy lata z nimi.
Siadłam w mojej ławce. Czyli w ławce na tyłach. Wole być niezauwazoną. Nikt mnie niezauważa. Nawet nauczyciele. Ok. Teraz mam język angielski. Kocham ten przedmiot. Nie wiem czemu, ale lubię. Może dlatego, że nauczycielka daje mi się wybić. Czyli zapisuje mnie na liczne konkursy. Takich typów jak wiersze czy opowiadania. Nie wiem czemu, ale zajmuję pierwsze miejsce lub wyróżnienie. Nie, nie chwałę się.
Za dwie minuty zaczyna się lekcja. Dziwne, bo nie ma nauczycielki. Zawsze jest pięć minut przed dzwonkiem. Może jest zastępstwo. Ale nie pisało. Ok. Poczekam.
Równo z dzwonkiem rozpakowałam rzeczy. Czyli książkę, zeszyt i długopis. Podstawowe rzeczy na zajęcia. Jednak gdy już skończyłam wyciągać rzeczy zobaczyłam, że to na pewno nie pani Cheese. Tylko wysoki po trzydzieście (nawet przystojny) mężczyzna o niebieskich oczach. Ubrany jest w ciemno niebieską koszulę zabinaną na guziki i jansowe spodnie. Zastanawiam się co tu robi. Znam przecież wszystkich nauczycieli liceum. Jakoś go nie mogę sobie przypomnieć.
Już wszyscy siedli w ławce. Wszystkie dziewczyny jak na rozkaz uciszyły się. No, ja też bym za niemowiła widziać takiego nauczyciela? No, nie wiem czy to nauczyciel czy co.
-Dzień dobry, nazywam się-przerwał coś zapisując na tablicy.
-Nazywam się Alaric MacCartney i będę was uczył języka angielskiego.-powierzał patrząc na klasie. Ja nadomiast dziwiłam się. Czemu ten cały pan Alaric ma tak samo na nazwisko jak ja?! Nie tylko mnie do dziwiło. Cała klasa patrzala na mnie z swoim morderczym wzrokiem. Jednak szybko się odwrócili patrząc znów na nauczyciela. Witać było, że wszystkie dziewczyny na jego widok zdychały. Dla mnie jest (jak się dowiedziałam) nauczyciel.
-Nazywam się Alaric MacCartney i będę was uczył języka angielskiego.-powierzał patrząc na klasie. Ja nadomiast dziwiłam się. Czemu ten cały pan Alaric ma tak samo na nazwisko jak ja?! Nie tylko mnie do dziwiło. Cała klasa patrzala na mnie z swoim morderczym wzrokiem. Jednak szybko się odwrócili patrząc znów na nauczyciela. Witać było, że wszystkie dziewczyny na jego widok zdychały. Dla mnie jest (jak się dowiedziałam) nauczyciel.
-A co się stało z panią Cheese?-zapytał Michael (zapatrzony w siebie dupek).
-Pani Cheese przeszła na emeryturę.-odpowiesiał.
Szkoda. Lubiłam ją.
-Myślę, że będziemy miło wspopracować.-Uśmiechnął się lekko, a każda dziewczyna zachichotała.-Ok. Więc zanim sprawdze obecność, to mam jeszcze jedną informacje. Przydzielono do waszej klasy nowego ucznia. Nazywa się...-przerwał pstrzać na mała żółtą karteczkę.- Zayn Malik. Mam nadzieję, że wasza klasa przyjmnie go miło.-Rozłożył ręce na biurku i zaczął czytać liste nazwisk. Nowy uczeń=nowy który będzie ze mnie kpił. Nie no, ekstra.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz